13-19 lipca 2019 Dania Sondervig, Hvide Sande, Holstebro, Aalborg

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dania nas zaskoczyła. Zdjęcia, które dostawaliśmy od sąsiadów przez ostatnie cztery lata wakacji spędzanych w nadmorskiej miejscowości były przepiękne, a mimo to nie oddawały tego, co zobaczyliśmy. Zapewne moje też nie oddadzą, bo ten ogrom pustych szerokich i długich plaż oraz bezkresnych wydm, po których można spacerować czuje się dopiero będąc na miejscu.

Nie ma plażingu, smażingu i łomżingu -bo i temperatury niższe niż u nas nad Bałtykiem. Ludzie spacerują albo plażują z dziećmi, ale w cywilizowany sposób, nie ma parawaningu i bitwy o miejsce. Jest cudownie spokojnie. Duńczycy się uśmiechają, a Niemcy, których jest tam dużo – zajmują się sobą.


Wieczorne nabożeństwo na plaży, obok starego bunkra, niestety nie było pięknego zachodu słońca:

Domy w miejscowości Sondervig są pochowane pomiędzy wydmami, nie miałam okazji zrobić zbyt wielu zdjęć. Są tradycyjne „miśki” i nowoczesne. Wszędzie czysto, nie ma wysokich ogrodzeń, często za płot służą wysokie trawy albo dzikie róże.





Wydmy – u nas takich nie ma:





Duński design – elegancki, pastelowy, dopasowany, czasem w normalnych cenach w sklepach takich jak Sostrene Grene, czasem bardzo drogi i jeszcze droższy:







Dekoracje w sklepie przy starej latarni:







Miejsca, w których byliśmy:

Sondervig – mieszkaliśmy w na samym początku tego turystycznego małego miasteczka, gdzie chyba wszystkie domy są na wynajem wakacyjny. Większość poukrywana wśród wydm. Wystawa rzeźć z piasku jest jedną z atrakcji, drugą są bunkry i sklepiki oraz bary. Taki mały Rewal, tylko mniej zatłoczony, mimo dużej ilości Niemców.

Hvide Sande – małe miasteczko pomiędzy morzem a jeziorem, głównie statki i łódki w marinie, sklepiki z dekoracjami i ubraniami, trochę barów i kawiarni. To pierwsze zdjęcie jest z piątku, gdy już byliśmy w drodze powrotnej a w miasteczku trwał jakiś rybny festyn, grała muzyka i były degustacje.


Kościół chyba ewangelicki, bardzo ładny w środku, tradycyjnie z zabawkami dla znudzonych dzieci oraz z toaletą.


Latarnia morska Lyngvig Fyr – kapitalne miejsce, wspaniałe widoki spod latarni również:) Raz byliśmy tu samochodami, drugi raz przyszliśmy pieszo plażą z naszego miasteczka Sondervig ok. 7,5 km w jedną stronę. Odpoczęliśmy, wypiliśmy bezalkoholowy cydr, coś zjedliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ubiliśmy się, ale było fantastycznie.



Holstebro – niewiele zobaczyliśmy poza główną ulicą i niewielkim rynkiem. Utknęliśmy w sklepach z dekoracjami… Ale wypiliśmy też piwo Tuborg w lokalnym  barze na uboczu, siedziało w nim sporo Duńczyków.


Aalborg to miasto portowe i przy okazji studenckie. Studia są darmowe, a uczelnia dofinansowuje wynajem mieszkania i koszty utrzymania, gdy student pracuje co najmniej 10 godzin w tygodniu. W każdym sklepie i kawiarni widać młodych ludzi. Nawet bardzo młodych, bo Duńczycy wyprowadzają się z domów już ok. 16-17 roku życia.




Ulica barów, pubów, klubów nocnych:






Jedyne niedogodności w Danii to: kiepska kawa na stacjach benzynowych czy w zwykłych lokalach (ceny od 25 DKK czyli jakieś 15 zł); kierowcom nigdzie się nie spieszy, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni (Duńczycy to królowie lewego pasa, serio). Ogólnie jest naprawdę drogo – my przywieźliśmy z Polski jedzenie na cały tydzień, dzięki czemu ten wyjazd zamknęliśmy dość budżetowo. Jednak widoki, plaża, morze, czystość, zieleń – są balsamem dla oczu. Cieszymy się, że sąsiedzi namówili nas na ten wyjazd i zaprosili do domu, który wynajęli blisko plaży.

Co jeszcze o Danii? Kraj jest nizinny, bardzo zielony obecnie – od 30 lat ponownie świadomie zalesiany, gdyż wcześniej sami go sobie zdewastowali wycinając drzewa na potęgę. Wszędzie przy drogach widać zboże, kukurydzę, ziemniaki i inne uprawy. Widzieliśmy nawet farmę dla świnek, gdzie każda maciora z młodymi miała swój domek i biegały sobie swobodnie, szczęśliwe, machając ogonkami na wielkiej łące. Aż zatrzymaliśmy żeby mąż mógł zrobić im zdjęcia, po ostrości widać, że to nie z telefonu:




Bardzo dużo jest farm wiatrowych i nowoczesnych elektrowni. Nie tyle co w Niemczech, wiadomo, ale również można je spotkać co chwilę. Firmy: biura lub magazyny usytuowane przy drogach w uporządkowany sposób, czyste, nowoczesne. Dania mały kraj ale gospodarczo jest potęgą światową.



Ograniczenia prędkości są duże, nie wiem, czy nie przyjdzie za nami kilka mandatów. Przy prędkościach na lokalnych drogach 50-80 km/h po prostu zasypia się za kierownicą. Mimo to uważam, że za krótko byliśmy w Danii i trzeba będzie wrócić, tym razem samolotem, bo jazda z Warszawy to ok. 12 godzin w jedną stronę.

Na jesieni planujemy lot do Billund i tam wynajęcie samochodu oraz jazdę do Aalborga, gdzie zaczyna studia nasz syn ze swoją dziewczyną i mają już tam wynajęte mieszkanie, baza noclegowa wobec tego będzie łatwo dostęna:) .
I marzy mi się wycieczka do Skagen, bo dużo słyszałam o tym, jakie wrażenie robi widok łączących się wód Morza Północnego i Bałtyku oraz do Blokhus – kolejnego nadmorskiego kurortu, gdzie można wynająć piękny dom na wydmach. Z Aalborga to tylko 36-44 km, zależy która drogę wybrać.

So, see You soon, Denmark   🙂

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail