Wrzesień 2016 Weekend w Budapeszcie

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Ponad rok temu zaplanowałyśmy babski weekend, założyłyśmy grupę na FB „Może na wsi, może w mieście, może w końcu w Budapeszcie?” i tak się motywowałyśmy do wspólnego wyjazdu. Celem był Budapeszt. Wszystkie jesteśmy z jednej klasy Nazaretanek i matko kochana, to niewiarygodne, biorąc pod uwagę że jesteśmy wciąż młode, ale znamy się i przyjaźnimy od 27 lat, licząc od pierwszej liceum. Mamy z czego być dumne, tyle lat w zgodzie i prawdziwej przyjaźni, niejedno małżeństwo nie wytrzymało:)

W lipcu dało się ustalić termin na wrzesień, bilety na Wizzair z discount club były wtedy dość tanie, zebrało się nas 5, którym pasował termin. Dwie nie mogły definitywnie, kolejna myślała, że nie może, a jak się tydzień przed zdecydowała to bilety były po 850 zł a nie 300.., wiec zrezygnowała.

Nocleg znalazłyśmy na Booking.com za 165 euro 2 noce mieszkanie 6-osobowe, polecam to miejsce naprawdę,
apartament Basilica.
Świetna lokalizacja, cicho, ładnie wyposażony, z kuchnią, na dwie noce nic więcej nie trzeba. Jest jeden klucz, ale specjalny kodowany schowek pozwala go zostawiać, gdy grupa się rozdziela.

Małe podsumowanie kosztów: bilety wyszły po 335 zł, wliczając jedną dużą walizkę na nas wszystkie, bardzo się przydała. Transfer na lotnisko 66 euro w dwie strony do podziału na 5 osób. Nocleg 164 euro, jak się nie mylę. Daje to niecałe 540 zł na osobę. Myślę, że łącznie z jedzeniem na miejscu i zakupami pamiątek w postaci kiełbasy mangalicy, papryki itp nie wydałyśmy więcej niż 1000 zł na osobę.

Dlaczego Budapeszt? Bo tutaj od 11 lat mieszka nasza koleżanka z klasy, która wyszła za Węgra. Taka miłość od pierwszego spotkania, poznali się w Warszawie, są wspaniałą parą, mają dwójkę małych dzieci, trzecie w drodze, co było dla nas niesamowitą niespodzianką.

Mimo ładnej pogody nie mam za wielu zdjęć – dużo siedziałyśmy gadając. Do tego miałam nowy aparat i nie panowałam nad jego funkcjami. Przestawiłam sobie coś i kolory wyszły za jasne. No trudno, będzie pretekst, żeby wrócić:)

Kamienica, w której miałyśmy tam w głębi na parterze mieszkanie. Na drugim zdjęciu piesek dozorczyni:). W tym wpisie nie będzie samych klasycznych zdjęć z Budapesztu, które można znaleźć na każdym typowo podróżniczym blogu czy Trip Advisor. Trochę oczywiście się znajdzie, jakżeby by inaczej:)

p1170670
p1170672

img_20160916_124844
img_20160916_124854
img_20160916_125110

W Budapeszcie na domofonach i skrzynkach na listy wciąż są nazwiska lokatorów, a nie numery mieszkań, więc listonosz musi mieć całkiem niezłą pamięć:

img_20160916_225020
img_20160916_225034

Drzwi wejściowe do mieszkań wewnątrz starych kamienic potrafią robić wrażenie, szczególnie te okratowane.

img_20160916_224945_dxo
img_20160916_225011_dxo-1

 

Jedzenie na Węgrzech jest niezmiernie smaczne, choć dość ciężkostrawne. Spróbowałyśmy jednak klasycznych węgierskich dań jak bogracz, leczo, langosz, halaszle, salami, pikle oraz wspaniałych słonych i słodkich bułeczek. Na lotnisku dziewczyny nabyły lecznicze Unicum:)

img_20160917_120914
img_20160917_140526
img_20160917_200338
img_20160917_081732

Smalczyk z endemicznej włochatej świnki mangalicy:

img_20160917_134158

p1170466
p1170560

Nawet hot-dog jest z węgierską papryczaną kiełbasą oraz słonymi piklami:

img_20160917_170658

Pikle na lokalnym targu były przeeepyszne, szczególnie lekko kiszone ogórki wypełnione kiszoną kapustą. Lokalny targ, na którym byłyśmy, nie miał pięknej architektury do fotografowania i lajfstajlowo ułożonych warzyw i owoców, ale za to byli lokalni sprzedawcy i ceny niższe dwa razy.

p1170553
p1170556
p1170562
p1170564
p1170558
p1170554
p1170559

img_20160917_120033

Budapeszt ma wspaniałą architekturę, jest tyle miejsc do fotografowania, a nie ma czasu, gdy się ciągle idzie przed siebie w towarzystwie:)

Ciekawostka, jakiś czas temu, nie wiem kiedy, ale 8 lat temu gdy byłam w Budapeszcie chyba tego nie było, Orban zarządził, że wszystkie taksówki mają być żółte. I jest jak w Nowym Jorku:)

p1170640

To są zdjęcia z placu Wolności, jeśli się nie mylę, przy którym jest monument upamiętniający ofiary wojny, jednak jego przekaz jest bardzo dwuznaczny. Bo Węgry były po stronie Hitlera do 1944 roku…a jak przeszli na stronę aliantów, to Niemcy ich napadli.

p1170367
p1170370
p1170375
p1170376
p1170378

Budynek Parlamentu jest tak ogromny i bogato zdobiony, że trzeba zrobić zdjęcia z każdej strony. Robi ogromne wrażenie, szczególnie w chwili, gdy rozpoczyna się wieczorna iluminacja. Ten zamyślony mężczyzna to poeta, Jozsef Attila, doceniony dopiero po swojej przedwczesnej i tragicznej śmierci, w 1937 roku. Taki trochę nasz Krzysztof Kamil Baczyński, tyle że on zginął w Powstaniu Warszawskim, a nie położył się na torach w bólu istnienia, żeby go przejechał pociąg…

p1170386
p1170389

Taki ma widok Attila:

p1170396
p1170399
p1170405
p1170413
p1170418
p1170422
p1170423
p1170424
p1170426
p1170428
p1170434

Fotka z kawiarni koło Parlamentu, ustrzelona w drodze do toalety.

p1170438

Seagway – popularny sposób zwiedzania Budapesztu. Nie wiem, czy ci panowie to Węgrzy, czy nie, jednak moją uwagę zwróciło to, że tutaj nie ma mężczyzn w tshirtach i bluzach, wyglądających jak robotnicy wracający z budowy. Mam wrażenie, że na spacer po deptaku obowiązuje koszula w wersji slim, najczęściej biała, ew. niebieska i dzianinowa marynarka, dżinsy lub spodnie, ale nie od garnituru.

p1170440
p1170441
p1170442
p1170445

W pobliżu Parlamentu i stacji metra jest taka kładka z malowniczym pomnikiem Imre Nagy – węgierskiego polityka i premiera podczas rewolucji węgierskiej w 1956 roku.

p1170451

Tutaj widać stary budynek, z zabrudzoną elewacją, tuż przed czyszczeniem. Pewnie wkrótce będzie tak jasny jak ten z tyłu.

p1170456

Pomnik ku pamięci Armii Radzieckiej, która wyzwoliła Węgry, ponoć wciąż jest kontrowersyjny, jednak zapewne nie zniknie dopóki Orban jest przyjacielem Putina. Z drugiej strony to po prostu jedna z wielu historycznych pamiątek po dawnych czasach.

p1170457

Ronald Reagan, którego pomnik odsłonięto w 2011 roku, patrzy prosto na radziecką gwiazdę.

p1170458
p1170459
p1170460
p1170461
p1170463

Pod Bazyliką Świętego Stefana trafiłyśmy na święto słodyczy oraz koncert orkiestry, która wspaniale grała Mozarta. To było niesamowite, że na schodach i placu pod bazyliką grała muzyka, były stragany, również z winem i nikomu nie przeszkadzało, że ludzie siedzą wszędzie przy stolikach, przy fontannie, na schodach, odpoczywają, jedzą, piją.

p1170468
p1170471
p1170474
p1170479
p1170483
p1170484

p1170491
p1170502
p1170505

Wojak Szwejk albo tłusty policjant, kto to wie? Brzuszek mu się w każdym razie świeci od głaskania. Ten pomnik stoi na uliczce na wprost Bazyliki, prowadzącej wprost do rzeki. Nocą jest tu sporo otwartych dyskotek.

p1170515
p1170517

A to już wnętrze bardzo secesyjnego hotelu Four Seasons. Warto wejść, popatrzeć, skorzystać z toalety:)

p1170584

p1170521
p1170524
p1170528
p1170530
p1170534

Tak naprawdę Budapeszt nie jest wielki, chwilę trochę potrwało zanim załapałam azymuty pomiędzy naszym mieszkaniem a głównymi miejscami. Wszystko przez to, że poruszałyśmy się skrótami i bocznymi uliczkami. Wkleiłam już całą masę zdjęć, a jeszcze sporo przede mną. Wielu miejsc przy poprzedniej wizycie nie widziałam, nie zapamiętałam. Teraz, bez małych dzieci u boku, udało się zobaczyć dużo więcej. No i Asia, mieszkająca tu od 11 lat była dla nas bezcenną gospodynią. Mimo ciążowego brzuszka śmiga po mieście na piechotę w naprawdę niezłym tempie:) .

W sobotę od rana z przerwami, aż do popołudnia, mniej lub bardziej padało. Rano byłyśmy na tym targu, później u Asi na obiedzie, następnie ja z Justą pojechałyśmy tramwajem do Budy, zobaczyć Most i Zamek, a dziewczyny pojechały do Łaźni Szechenyi .

p1170591

Takim wagonikiem można wjechać na wzgórze zamkowe, ale my wdrapałyśmy się pieszo.

p1170593 < a href="http://asublog.grast-mtb.pl/wp-content/uploads/2016/09/P1170594.jpg">p1170594
p1170599
p1170602
p1170603
p1170605-c2
p1170607
p1170608
p1170609
p1170611
p1170612
p1170614
p1170616
p1170619
p1170620
p1170622
p1170632
p1170635
p1170637
p1170638

Jak się nie mylę to jest baszta rybacka:

p1170639

A w pobliżu znalazłyśmy miłą knajpkę na powietrzu, gdzie z wielką przyjemnością wypiłyśmy po piwie i zjadłyśmy hotdoga z kiełbasy. Miałam taki moment zmęczenia, że nawet nie pobiegłam zrobić zdjęcia młodej parze i gościom, którzy wypuścili do nieba kilkadziesiąt białych balonów. To był wspaniały widok, ale nie byłam w stanie się ruszyć, naprawdę.

p1170627
p1170628
p1170629
p1170630
p1170631
p1170641

Na tym blogu znalazłam taką mapkę Budapeszt w jeden dzień, więc prawie właśnie tyle obeszłyśmy pieszo.

Jak widać po zdjęciach zupełnie rozregulowałam sobie aparat, który wzięłam pierwszy raz, bez wcześniejszego zapoznania się z funkcjami, bo jak zwykle byłam zbyt zajęta. Efekty są widoczne niestety. Zamiast pięknych kolorów jakaś straszna bladzizna.

p1170642

Dom Gargamela?

p1170643

p1170644

Po południu ponownie się zachmurzyło i akurat jak byłyśmy na moście rozpadało i było widać pioruny. Na szczęście szybko przeszło. Zmęczenie jednak dawało o sobie znać, poszłyśmy do mieszkania odświeżyć się i gdy ponownie wyszłyśmy na miasto nie wzięłam aparatu, bo bałam się że mi zmoknie. Żałowałam, bo deszcze przeszedł bokiem, a ja nie zrobiłam zdjęć w wielu ciekawych miejscach, do których nas jeszcze nocą Asia zaprowadziła.

p1170646
p1170648
p1170651

Na street food festival w Alei Andrassy trafiłyśmy przez przypadek. To zupełnie tak jakby cały Nowy Świat zastawić busami z pysznym jedzeniem, a na środku wstawić rzędy stołów. Rewelacja.

p1170652
p1170653
p1170654
p1170655
p1170656
p1170657
p1170658

Na ten wieczór fotek z aparatu to tyle, resztę robiłam telefonem, w siódmej dzielnicy. Nie wiedziałam, że w Budapszecie jest taka imprezowo-kulturalna dzielnica, rewelacja, muszę tam wrócić:)

img_20160917_193400
img_20160917_194112
img_20160917_195308
img_20160917_200102
img_20160917_224723
img_20160917_233524

Te dziewczyny zatopione w swoich telefonach nie bardzo przyciągają klientów, którzy tłumnie idą ulicą…

img_20160917_233537
img_20160917_233725
img_20160917_234517

Kultowy lokal Szimpla Kert, w zrujnowanym budynku, w starej żydowskiej dzielnicy. Takich miejsc jest tu więcej.

img_20160917_235139
img_20160917_235227
img_20160917_235518

Od naszego mieszkania do Szimpla Kert nie było daleko, ale zmęczona po całym dniu chodzenia myślałam że to jakieś mega odległości.

img_20160918_093013

W niedzielę rano miałyśmy na 10:30 umówione auto na lotnisko, było więc sporo czasu. Zdążyłam jeszcze wyskoczyć zrobić kilka fotek dookoła bazyliki i na alei Andrassy w okolicy Opery. Jak zwykle kilka fotek telefonem, ale uczę się, że lepiej jednak robić aparatem fotograficznym, bo jakość jest jednak nieporównywalna.

img_20160918_095542
img_20160918_095652 img_20160918_095707 img_20160918_095743_1

Linie trolejbusów:

p1170660
p1170662
p1170663
p1170664
p1170665
p1170666
p1170669
p1170673
p1170674
p1170675
p1170676
p1170678
p1170683
p1170684

Tutaj jest klub, podobny do Szimpla Kert, ale nie wchodziłam w nocy, a w ciągu dnia jest czynny od 16.

p1170685
p1170687
p1170688
p1170689
p1170690
p1170691
p1170693_dxo

Podsumowując – to był wspaniały weekend, w świetnym towarzystwie. Dziewczyny, które całe liceum były razem w internacie, nie mogły się nagadać:). Chciałabym, żebyśmy w przyszłym roku zorganizowały powtórkę, może gdzieś nad słoneczny Balaton:)

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail