Wymiana Rotary – 8 miesięcy

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Za 7 dni minie 8 miesięcy od kiedy rozpoczęliśmy przygodę z długoterminową wymianą młodzieżową organizowaną przez kluby Rotary na całym świecie. Do powrotu jeszcze pełne 4 miesiące, ale już bliżej niż dalej.

Piszę – rozpoczęliśmy – bo nie dotyczy to tylko naszego syna – ale całej rodziny. Wszyscy żyjemy rzadkimi wieściami od Bartka. Zdjęć nie wysyła prawie w ogóle, nie wiem czy je robi (po co oddałam mu mój ulubiony aparat fotograficzny?)… Nie wiem czy nie pisze do nas, bo nie tęskni i jest szczęśliwy robiąc tam to co lubi, czy też hartuje się jako mężczyzna. Chciałabym wiedzieć, czy docenił nas jako rodzinę, czy też trafił na fajniejsze, lepiej zorganizowane, zaspokajające jego potrzeby robienia czegoś albo nie robienia niczego. A może po prostu jest tak zajęty, że nie ma czasu na rozmowy z nami i wszystko przegadamy jak wróci?

Ten mem zapewne idealnie pasuje do moich rozważań:

1917901_10206650615287585_6472367652321165431_n

Bartek od kilku miesięcy uczęszcza na zajęcia w klubie robotycznym i wiem że to pochłania cały jego wolny czas. Budują robota do segregacji i na koniec kwietnia jadą gdzieś na finały.

IMG_20160330_195649 IMG_20160315_071754 IMG_20160315_072412 IMG_20160315_072828

W niedzielę Bartek ma 17 urodziny – mam nadzieję że rodziny zorganizują dla niego piękny tort i całą uroczystość z prezentami włącznie. Wysłaliśmy mu kartki z życzeniami i zadzwonimy po południu na Skypie – miejmy nadzieję że się tego spodziewa i nie będzie robił scen z brakiem czasu, zmęczeniem i niewyspaniem.

Chłopaki są inne…. Nie mają tak jak kobiety potrzeby komunikowania się, wymiany myśli, spostrzeżeń, wrażeń. Jeśli tęsknią to chyba nocą w poduszkę. Ja zaś, mimo że normalnie jestem twardą kobietą, słabo znoszę taki brak kontaktu….

Obserwuję naszą host-córkę Karinę z Meksyku. Regularnie kontaktuje się z rodzicami i siostrą. Nie codziennie, ale raz czy dwa w tygodniu złapią się na Skypie lub messenger. Teraz wyjechała na 3 tygodnie z całą grupą wymieńców na Eurotour. Przed nimi trasa Bruksela – Amsterdam – Paryż – Nicea – Barcelona – Rzym – Wenecja i chyba coś po drodze, nie pamiętam. Wszyscy byli tym wyjazdem nieprawdopodobnie podekscytowani co najmniej od miesiąca. Że się spotkają, że zobaczą „Europę”. Meksykanie i Brazylijczycy z pewnością będą zaskoczeni dużą ilością czarnych oraz muzułmanów, kobiet w hidżabach czy innych strojach.

Bartek w lipcu będzie miał podobną wycieczkę dookoła całych Stanów Zjednoczonych. Jest kosztowna, ale czy kiedykolwiek będzie miał okazję podróżować w takim gronie kolegów i koleżanek z wymiany? Nie. Będzie zmęczony okrutnie, ale mam nadzieję że kiedyś doceni całe piękno które zobaczy oraz… nasz wysiłek finansowy.  Może nawet zrobi trochę zdjęć? Pamięć jest tak ulotna.

Wymiana pokazuje nam trochę inny świat, uczy rozłąki. Pokazuje jak inni tęsknią lub nie. Chłopcy nie kontaktują się za wiele z rodzinami, dziewczyny regularnie. Młodzież ze Stanów jest w Polsce bogata, tak samo jak polskie dzieciaki na wymianie w Meksyku stać na prawie wszystko. Kursy walut robią swoje. Poza tym nie wszystkie rodziny wysyłające swoje dzieci są majętne, dla niektórych taki roczny wyjazd to ogromne obciążenie finansowe.

Widać też, że jest młodzież, która przykłada się do nauki języka oraz ta, która rezygnuje, gdy organizacja taka jak szkoła czy lekcje dodatkowe, nie jest zbyt dobra. W tej kwestii jedne kluby warszawskie organizują się lepiej, inne gorzej. Niestety „nasz” klub zadowala się tym samym od lat, w związku z czym dzieciaki dużo wagarują i niewiele się uczą. W szkole nikt na nich nie zwraca uwagi, a na lekcjach dodatkowych nauczyciel ciągle uczy ich podstaw. Zgłaszałam dwukrotnie swoje uwagi, ale nie będę się przecież kopać z koniem. Szkoda mojego czasu. Po prostu młodszego syna wyślę z innego klubu nie w tym roku, ale za rok.

Do powrotu Bartka jeszcze tyle się będzie działo. We wtorek lecę na kolejne, na szczęście ostatnie, służbowe narty. Za niecałe 3 tygodnie Qba ma egzaminy gimnazjalne. Dobrze, że ręka, na którą upadł na betonie na szkolnym w-f jest tylko mocno stłuczona, a nie złamana. Później Karina jedzie na kolejne zgrupowania wymieńców Oświęcim, Mielno, potem rodzinnie Sopot. W czerwcu my Portugalia tydzień.

30 czerwca Karina wraca do Meksyku. Dużo było z tym płaczu, bo miała bilet na 4 sierpnia, ale klub nie pozwala zostawać tak długo po wyznaczonym terminie, a ten przypada właśnie na koniec czerwca. Może by się i zgodzili, ale boją się bezpieczeństwa podczas zjazdu NATO w Warszawie i później podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, na które wielu wymieńców chciało jechać. Ale zasady to zasady. A bezpieczeństwo to już w ogóle priorytet.

To wszystko jest dodatkiem do codziennych dni wypełnionych pracą. Moją i całego zespołu. Tym, że się udaje albo nie udaje. Że przychodzi ktoś nowy ze świeżą energią, a ktoś inny odchodzi. Że chcemy więcej niż możemy albo więcej niż nam się chce. Trzeba mieć oczy dookoła głowy na błędy swoje i cudze, na zmiany w przepisach prawa i w podatkach. Liczymy na czyjś profesjonalizm, ale okazuje się że przegrał w obliczu prywatnych problemów rodzinnych czy zdrowotnych. Umawiasz się z kimś na coś, a on nic nie zrobił albo zapomniał, albo inaczej zrozumiał.

Itd itp

Do tego czytam teraz „Uległość” Houllebecqa. Wizja zjednoczonej muzułmańskiej Unii Europejskiej, do której dołączyły Maroko, Tunezja czy Turcja w obecnych czasach już nie wydaje się literaturą science-fiction…

IMG_20160331_070648

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail