Myśli wojenne

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Zostaliśmy wszyscy nieźle nastraszeni. 

Jestem urodzona już w latach pokoju, o ile stan wojenny można tak nazwać. Niewiele go pamiętam, byłam mała, mieszkaliśmy pod Warszawą, gdzie był jeden sklep spożywczy. To, że prawie nic w nim nie było, wtedy nie dziwił. Bułka wrocławska i landrynki to wszystko czym się żywiłam, nie patrzyłam co mają innego. Zmuszenie mnie do jedzenia graniczyło z cudem przez długi czas. 

Lata 90 – złote i bogate, gdzie wszystko wręcz rozkwitało, przeszły w kryzys roku 2001, później kolejny boom budowlany aż do roku 2008. Od 2009 idzie w dół, choć już ten rok miał być wreszcie na prostej. Mieliśmy odżyć. Miało się poprawić. Styczeń i luty niezłe tak samo jak pogoda, marzec – zupełnie jakby nas śniegiem zasypało. 

Zamiast obiecującej wiosny, znalazłam się w emocjonalnej zamrażarce. Jest tyle rzeczy do zrobienia, cała długa lista, tyle do przemyślenia, wdrożenia, powalczenia, przeorganizowania, dodania, ścięcia, naprawienia. 

Aż tu nagle – łup, niu-niu. Nie bądźcie tacy pewnie siebie. Wujaszek Wowa ma dość politycznej poprawności. Za długo było nudno. 

Nie wiadomo teraz – pogroził na chwilę, jak przy Gruzji, czy zrobi kolejny krok, niepokój jest tak blisko nas…

Nie wiadomo – jechać na wakacje, robić remont domu, łazienki, budować, inwestować? 

Nie wiadomo – może wyciągnąć pieniądze z konta, trzymać na czarną godzinę, gdy hakerzy zaatakują banki i bankomaty, na jeden dzień albo miesiąc albo na zawsze. 

Różne myśli po głowie chodzą, a przecież trzeba normalnie żyć. Dzieci chcą jechać na obóz – młodzieżowy, żeby było jasne. Firma musi działać. Musi się rozwijać. Ale jak tu się rozwijać, jeszcze niecały miesiąc temu wszystko było tak proste. 

Mężczyźni – przynajmniej ci w moim otoczeniu – nie mają takich dylematów. Nie martwią się. Dla nich będzie co ma być. 

Dziś byłam w szpitalu u znajomego, który od czterech miesięcy leży na kardiologii, zupełnie przez ten czas osiwiał, schudł i wygląda na lat 70, a ma 51…. Kłopoty firmowe spowodowały kłopoty zdrowotne – wiadomo, mężczyźni ból duszy i serca leczą alkoholem. Długi pobyt w szpitalu jest strasznym detoksem dla organizmu.

Qba złapał znów jakiegoś wirusa, mam nadzieję, że tym razem też się uda, że sam z tego wyjdzie, bez antybiotyku. Nie brał ich już ze 2 albo 3 lata, bazujemy na inhalacjach z berodualem i kapsułkach z czosnkiem. Lekarz kazał leżeć do piątku, a jak się gorączka utrzyma dzwonić po niego ponownie. 

Bati ma za 2 tygodnie 15 urodziny. Mój mały przytulasek i smutasek ma już 1,7 m! To niesamowite, upływający czas widać głownie po dzieciach. W sobotę idzie na urodziny do koleżanki, będzie impreza z kręglami i później ogniskiem. 

Nasz wymieniec Robert będzie u nas jeszcze niecałe 2 tygodnie, potem jedzie na trzy tygodnie na Eurotur i zmienia rodzinę. Eurotur jest fantastyczny – Amsterdam, Paryż, Wiedeń, Wenecja, ach….moc wrażeń. 

W międzyczasie Bati i Robert byli na wycieczce w Londynie, razem z grupą Meksykanów i Brazylijczyków, była też jedna Australijka. Bardzo im się podobało. 

Jutro kolejny dzień tej nierównej walki o wyniki i zyski. Chyba pora zmienić strategię. 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail